Przejdź do głównej zawartości

Posty

SERENA

Ostatnio oglądałam film.
Życie George'a Pembertona, właściciela imperium składów drewna, komplikuje się, kiedy poznaje piękną i tajemniczą Serenę. - możemy przeczytać o filmie Serena na Filmwebie. I przyznaję się bez bicia, nie dzięki opisowi oglądałam ten film. Bo opis mnie nie powalił. Oglądałam go dla odtwórczyni jednej z głównych postaci - Jennifer Lawrence. Zakochałam się w jej osobie, kiedy wcielała się w Katniss Everdeen i uparłam się, że obejrzę wszystkie filmy, w których grała. I to był błąd, bo wciąż czułam się, jakbym oglądała walkę w Głodowych Igrzyskach - ta sama mimika twarzy, te same gesty i postawa. Ale cóż, nie mnie to oceniać. Ja jestem tylko laikiem, który lubi od czasu do czasu obejrzeć jakiś film, więc przejdźmy do sedna.

Kiedy opowiadałam znajomej o Serenie - a musicie wiedzieć, że obejrzałam wówczas najwyżej trzydzieści minut klipu - powiedziałam jej, że oglądam jakiś film o drewnie. Bo nie da się zaprzeczyć. Głównym wątkiem filmu jest przemysł drzewny. Walka…
Najnowsze posty

WIĘCEJ NIŻ JEDNO ŻYCIE

Jestem uzależniona od kupowania książek.
Jest to w pewien sposób całkiem dobre, bo - co za tym idzie - czytanie jest moją pasją. Ale wiecie, studia to czas, w którym nawet nie zauważasz, kiedy mija Ci życie. W sesji - egzaminy, poza sesją - projekty, literatura i ewentualna poprawa egzaminów. I nie, nie mówię, że na studiach nie ma czasu nawet na - jak to się mówi - wysranie się, ale raczej średnio człowiek myśli o czytaniu z własnej, nieprzymuszonej woli, tak dla przyjemności. A przynajmniej ja, bo - dajmy na to teraz - mam właśnie przed sobą 64 strony literatury, którą muszę przeczytać na wtorek. I to nie z własnej, nieprzymuszonej woli, tak dla przyjemności.

Jak już wspomniałam - książki czytać uwielbiam równie mocno, jak je kupować. W zakładkach w przeglądarce mam dodane dwadzieścia pozycji, których staram się nie kupić. Przynajmniej dwa razy na tydzień przeglądam wszystkie te książki, kalkuluję i pozycjonuję od najciekawszego opisu do tego najmniej pociągającego. Bo przecież nic …

LUDZIE LISTY PISZĄ...

Uwielbiam robić prezenty. Nadchodzące święta lub urodziny moich internetowych znajomych to dla mnie najlepszy czas w roku. Mogę wtedy nie tylko puścić wodzę fantazji względem wyboru upominku, ale też napisać list. Wyciągnąć kartkę (ale nie taką wyrwaną z zeszytu od religii, afe!), nakleić soczyście ośliniony znaczek na kopertę i przejść się na pocztę. I tak, ten ostatni etap nie należy do najprzyjemniejszych, zwłaszcza kiedy kolejki są niemiłosiernie długie, a na cztery dostępne okienka pocztowe otwarte jest tylko jedno. Ale czymże byłaby przyjemność z wysyłania paczek i listów, bez odstania swojego w tej cholernej kolejce?

Odkąd piszę listy (te ręcznie pisane, nie elektroniczne) zauważam jak bardzo w dzisiejszych czasach uprościło się pojęcie poświęcenia czasu dla drugiej osoby. Leżąc na kanapie, wywaleni do góry brzuchami, jednym kliknięciem odpalamy czat, na którym w pięć minut spisujemy tak długi tekst, że na luzie nadałby się na rozprawkę maturalną. I myślimy sobie, że cholera, …

POSZUKIWANY, POSZUKIWANA

Naczytałam się w tym tygodniu miliona postów na temat motywacji. Aż zaczęłam zastanawiać się, gdzie do jasnej anielki, podziała się moja. Bo w sumie sesja idzie i z tej okazji mój kalendarz wygląda, jakbym nagle zaczęła wieść naprawdę bardzo towarzyskie życie. Ale nie, wszystkie na kolorowo zakreślone daty to egzaminy, zaliczenia, prezentacje projektów. I chociaż w teorii wszystko jest rozplanowane, to brak mi jakiegokolwiek mądrego podejścia do sprawy. Czuję, że powinnam kontrolować sytuację, tworząc rzetelny plan działania na najbliższe dwa miesiące. Wiecie, wstać skoro świt, czegoś się pouczyć, nie tracąc ani minuty. W południe pójść na uczelnię, a po powrocie znów usiąść do biurka, bo żadna sekunda nie może się zmarnować. A do tego zdałoby się znaleźć w łóżku przed północą, żeby na drugi dzień nie marudzić, że znów jestem niewyspana. Ale co mi po dobrym planie, skoro brak mi motywacji?


Zaczęłam więc szukać motywacji. Przejrzałam kilka blogów, oczekując, że czytany tekst skoncentr…

OTWARTOŚĆ NA DOŚWIADCZENIE

Przez minione dwa lata rozwinęłam w sobie otwartość na doświadczenie.
Często moi znajomi pytają skąd we mnie jest tyle energii, czy można mnie jakoś zresetować, gdzie mam jakiś wyłącznik. Mówią, że zazdroszczą mi tego głębokiego, szczerego zainteresowania i radości z najmniejszych rzeczy. Bo na urodziny poprosiłam o latawiec, a później biegałam po osiedlu próbując unieść go w powietrze. Kiedy mój znajomy opowiada o Counter-Strike słucham z największym zainteresowaniem o każdej rozegranej akcji, choć niewiele rozumiem z tego gamerskiego slangu. A kiedy ktoś rzuca, że w sumie to by gdzieś pojechał, automatycznie wchodzę na stronę PKP, żeby przeszukać połączenia kolejowe i ceny. Bo wiecie, biedny student musi oszczędzać i planować odpoczynek za naprawdę najmniejsze grosze.

Moja ciekawość sprawia, że kiedy usłyszę o czymś do tej pory mi nieznanym, wklepuję hasło w Google i czytam najróżniejsze artykuły na temat osób, wynalazków, podróży, miejsc na świecie. Wszystko to jednak ma sprzężenie…

ZAGINIONA-ODNALEZIONA

Witam, cześć i czołem! Nie było mnie tu ponad rok. Może nawet niemalże dwa lata. Bo że niby najpierw była matura, później pierwszy i rzekomo najtrudniejszy rok studiów. Teraz mija drugi i muszę przyznać - żeby nie skłamać - że wcale nie jest łatwiej niż rok temu. Tyle samo egzaminów, tyle samo projektów do wykonania. Nie będę Was czarować, że bezustannie siedzę z nosem w książkach, absolutnie! W innym wypadku już dawno bym się przekręciła. Choć właśnie teraz obok mnie, ot tak, na wyciągnięcie ręki, leży stos notatek z psychologii emocji. Bo jak to przystało na prawdziwego studenta - uczyć się trzeba noc przed zaliczeniem. A jeszcze zanim zaczniesz się uczyć musisz załatwić wszystkie sprawy, które nie mogą już dłużej czekać. Albo możesz po prostu po dwóch latach, od tak, wrócić na bloga.

W ciągu minionych dwóch lat wychowałam drugiego chomika, przytyłam parę ładnych (ogromnie niepotrzebnych) kilogramów, odkryłam w sobie zainteresowanie do psychologii pozytywnej, wydałam kupę forsy na …

CZAS HONORU

Witajcie. Piszę tego posta, choć powinnam siedzieć z nosem w stosie notatek z biologicznych podstaw zachowań. Niestety, dziś wieczór czuję w sobie ogromne zmęczenie materiału. Nie do opisania. Mam więc nadzieję, że chociaż uda mi się w ciekawy sposób przedstawić Wam mój ulubiony polski serial. A musicie wiedzieć, że polskiego kina szczerze nienawidzę. No chyba, że właśnie o czasy drugiej wojny się rozchodzi to wtedy robię wyjątek. Wtedy jednak nie wiem czy bardziej przekonuje mnie klimat przełomu lat 30. i 40. czy obsada aktorska, która jest niemalże niezmienna - Wesołowski musi być wszędzie!


Czas honoru to siedmiosezonowy serial, którego akcja osadzona jest w czasach drugiej wojny światowej. Opowiada o losach czterech młodych polskich oficerów - Bronka (Maciej Zakościelny), Michała (Jakub Wesołowski), Janka (Antoni Pawlicki) i Władka (Jan Wieczorkowski), którzy po szkoleniu w Anglii zostali zrzuceni na spadochronach na teren okupowanej Polski. Mężczyźni, należąc do konspiracji, z bro…