Przejdź do głównej zawartości

500 DNI MIŁOŚCI

To opowieść o chłopaku i dziewczynie. 
Chłopak - Tom Hansen z New Jersey - żył w przekonaniu, że nie zazna szczęścia, dopóki nie spotka tej jedynej. Na taką postawę miały wpływ smutne ballady pop oraz błędna interpretacja filmu "Absolwent". Dziewczyna - Summer Finn z Michigan - nie podzielała tego przekonania. Odkąd rozpadło się małżeństwo rodziców podobały jej się tylko dwie rzeczy - własne ciemne, długie włosy oraz to, że może je nagle ściąć, bez żalu. Tom poznaje Summer ósmego stycznia. Od razu wie, że to właśnie ta jedyna. To opowieść o chłopaku i dziewczynie, ale z góry uprzedzam - nie jest to historia miłosna.


Słowa, które przywołałam powyżej były pierwszymi, które usłyszałam w soundtracku (klik) do filmu 500 dni miłości. Soundtracku, który pomógł mi w ostatnich dniach przejść przez nie bardzo ciekawe i w pewnych momentach naprawdę niezrozumiałe wykłady z psychologii ogólnej. Na tę składankę wpadłam całkowicie przypadkiem, kiedy to doszłam do stanu, w którym pisząc notatki śpiewałam pod nosem znane mi piosenki. Potrzebowałam czegoś nowego, co by mnie nie rozpraszało. Kliknęłam na jedną z wielu propozycji YouTube'a i voila. Słuchałam tych niemalże sześćdziesięciu minut bez końca każdego wieczora w tym tygodniu, a wczoraj po południu postanowiłam, że zmierzę się z filmem.


500 dni miłości to amerykański komediodramat romantyczny, opowiadający o pięciuset dniach znajomości niespełnionego architekta Toma (Joshep Gordon-Levitt) z gardzącą związkami Summer (Zooey Deschanel). To była miłość od pierwszego wejrzenia. Tom jest zakochanym po uszy facetem, który marzy o ukochanej, analizując każdy jej ruch oraz śledząc każdy jej krok. Mówi o niej bez przerwy bez opamiętania, zatracając się w uczuciu. Dla własnego szczęścia jest gotowy do największych poświęceń. Summer to nowa dziewczyna w mieście, która nie wierzy w miłość. Uważa, że kobieta może być niezależna, a związki jedynie ją ograniczają. Płacze na filmach romantycznych i nie gardzi seksem bez zobowiązań. Tom i Summer tworzą coś naprawdę dobrego, co kształtuje się na fundamentach ich przyjaźni. Dziewczyna bezgranicznie ufa chłopakowi, który z każdym dniem darzy ją coraz to głębszym uczuciem.


Film przedstawia dwa etapy życia Toma. Przez pierwsze dwieście dziewięćdziesiąt dni bohater cieszy się obecnością Summer, spędzając z nią każdą możliwą chwilę. Chłopak czerpie przyjemność z patrzenia na dziewczynę, słuchania jej i rozmawiania z nią. Każda minuta z Summer jest minutą przepełnioną bezkresną radością. Pozostałe dwieście dziesięć dni to nieopisana tęsknota, smutek, żal, niezliczone zaskoczenia oraz życiowe decyzje. Ze względu na to, że wydarzenia nie są poukładane chronologicznie film zapewnia niezłą huśtawkę nastrojów.


500 dni miłości prócz miłosnego wątku, porusza temat przyjaźni między dorosłym mężczyzną a nastoletnią dziewczynką. Pozwolę sobie wtrącić, że ten motyw chwycił mnie za serce. Nikt prócz kumplów ze szkoły tak bardzo nie wspierał Toma jak mała Rachel. Wysłuchiwała mężczyzny i dawała mu rady, nie oczekując niczego w zamian. Była dla niego w każdym momencie, angażując się w jego problemy całą sobą.


Jednak, zaczęłam od muzyki i na niej też zakończę, bo jak się okazuje piosenki nie są przypadkowe i odgrywają znaczącą rolę w fabule filmu. Między scenami przewijają się wiadomości o zbliżonych (jeśli nie identycznych) gustach muzycznych głównych bohaterów. Oboje uwielbiają zespół The Smiths i ku mojemu zaskoczeniu to własnie od jednej z piosenek tego zespołu ich znajomość się zaczyna.


W mojej opinii 500 dni miłości to film dla romantyków, którzy lubią czasem spędzić wieczór na myśleniu nad przeznaczeniem i zbiegami okoliczności. Dla tych, u których na pierwszym miejscu figuruje pytanie Co by było gdyby...?. Dla ludzi, którzy cenią sobie prawdziwą przyjaźń i czerpią przyjemność z oglądania jej na ekranie. I w końcu dla tych, którzy są fanami Jednego dnia.

Oglądaliście kiedyś 500 dni miłości? Jesteście typem Toma czy Summer?

Komentarze

  1. Nie oglądałam, ale zachęciłaś i na pewno obejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki Tobie mam plany na wieczór :)

    OdpowiedzUsuń
  3. nie oglądałam tego filmu ale teraz już wiem że z pewnością w najbliższym czasie muszę go obejrzeć!! zachęciłaś mnie i to bardzo :)

    zapraszam do siebie, do komentowania, obserwowania, whatever, jeśli blog się spodoba :)
    http://vaasy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę to oglądnąć! :O
    Dobrej Nocy!
    http://fridayp.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Film zapowiada się bosko ! Muszę obejrzeć <3

    niepowaznanastolatka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie oglądała, ale bardzo zachęca :)
    Z miłą chęcią obserwuję i zapraszam do mnie :)
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nisamowicie zachęciłaś mnie do obejrzenia tego filmu. Uwielbiam tego typu ekranizację i chyba już mam plany na dzisiejszy wieczór. ;) Pozdrawiam http://aamongus.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz