Przejdź do głównej zawartości

SERENA

Ostatnio oglądałam film.
Życie George'a Pembertona, właściciela imperium składów drewna, komplikuje się, kiedy poznaje piękną i tajemniczą Serenę. - możemy przeczytać o filmie Serena na Filmwebie.
I przyznaję się bez bicia, nie dzięki opisowi oglądałam ten film. Bo opis mnie nie powalił. Oglądałam go dla odtwórczyni jednej z głównych postaci - Jennifer Lawrence. Zakochałam się w jej osobie, kiedy wcielała się w Katniss Everdeen i uparłam się, że obejrzę wszystkie filmy, w których grała. I to był błąd, bo wciąż czułam się, jakbym oglądała walkę w Głodowych Igrzyskach - ta sama mimika twarzy, te same gesty i postawa. Ale cóż, nie mnie to oceniać. Ja jestem tylko laikiem, który lubi od czasu do czasu obejrzeć jakiś film, więc przejdźmy do sedna.


Kiedy opowiadałam znajomej o Serenie - a musicie wiedzieć, że obejrzałam wówczas najwyżej trzydzieści minut klipu - powiedziałam jej, że oglądam jakiś film o drewnie. Bo nie da się zaprzeczyć. Głównym wątkiem filmu jest przemysł drzewny. Walka dwóch stron - wycinka drzew kontra utworzenie rezerwatów. W grę wchodzą pieniądze, zwierzęta, biznes i rozwój przemysłu nie tylko Karoliny Północnej, ale także całego świata XX wieku. I owszem, wątek drewna przewodzi całym filmem, jednak w pewnym momencie na pierwszy tor wskakuje znacznie ważniejsza rzecz, niż wszystkie pieniądze świata - miłość, od której nie można uciec. Miłość rodzica do dziecka.


Miłość rodzica do dziecka jest w filmie ukazana jako ta najprawdziwsza, bezwarunkowa, wrodzona. Kiedy widzisz twarz swojego dziecka kochasz je największą miłością, jaką możesz obdarzyć w życiu kogokolwiek. O dziecko będziesz walczyć, do ostatniej kropli krwi. Dla dziecka będziesz w stanie rzucić wszystko, co masz, przemierzyć cały świat. Nie chcę Wam zdradzać zbyt wiele, bo cały smaczek filmu leży właśnie w tym wątku. To ten wątek - bezwarunkowej miłości rodzicielskiej - sprawił, że w ostatecznym rozrachunku uznałam, że film zasługuje na miano bardzo dobrego. Czy płakałam na filmie? Jasne, kto by nie płakał. Swoich dzieci nie mam, ale oglądając film przeanalizowałam swoje dzieciństwo i spojrzałam na wszystko ze strony dziecka, które - jak to dziecko - wydawać by się mogło, że często nie doceniało rodzinnych więzi.
Więc jeśli poszukujecie filmu, za którym idzie głębszy przekaz, który możliwe, że zmusi Was do refleksji, lub przynajmniej sprawi, że choć na sekundę może będziecie jeszcze bardziej wdzięczni rodzinie za to, że jest to zdecydowanie polecam Wam obejrzeć Serenę.

Komentarze

Prześlij komentarz